Wybory przez internet
28 Lutego 2007

4 marca Estończycy wybiorą nowy parlament, uczynią to m.in. przez internet. Wcześniej w ten sposób wyłoniono samorząd. Szacuje się, że przez internet swój głos może oddać ok. 40 tysięcy uprawnionych. Od jakiegoś czasu podnoszą się głosy aby w Polsce wprowadzić taki system. Istnieje jednak pytanie, czy głosowanie przez internet nie stanowi zagrożenia dla demokracji oraz przejrzystości wyborów? Obecnie istnieją dwie metody głosowania internetowego. Pierwsza stosowana m.in. w USA, gdzie wyborca oddaje głos w lokalu wyborczym przy użyciu voteing machines – specjalnie dostosowanych do tego komputerów, w tej sytuacji nad przebiegiem głosowania cały czas czuwa komisja, mężowie zaufania, niezależni obserwatorzy. Druga metoda to „system estoński” (nazwa moja, na potrzeby tekstu, ponieważ pierwszy raz zostanie zastosowana na szeroką skalę w Estonii), gdzie wyborca oddaje głos przy użyciu komputera osobistego w zaciszu własnego domu. Tutaj nad przebiegiem wyborów nikt nie czuwa, o wiele łatwiej jest więc „kupić” głosy, czy zmusić kogoś aby głosował tak, a nie inaczej.

Oczywiście Estończycy, świetnie się przygotowali, stosują zasadę podwójnego zabezpieczenia. Głosy przez internet można było oddawać od zeszłego poniedziałku do dziś, natomiast w niedzielę odbędą się konwencjonalne wybory, kiedy to będzie można unieważnić głos oddany przez internet najzwyczajniej w świecie głosując w lokalu wyborczym. W tym celu zastosowano specjalny system autoryzacji – w Estonii dowody osobiste zawierają elektroniczny chip identyfikacyjny.

Cały czas jednak istnieje kwestia przejrzystości takich wyborów. Przez lata państwa demokratyczne robiły wszystko aby tak ważne czynności jak wybory były jak najbardziej transparentne dla przeciętnego obywatela. Wprowadzenie skomplikowanych systemów komputerowych spowoduje, że nie tylko proces odsłaniania mechanizmów państwa zostanie powstrzymany, ale nastąpi jego daleko posunięty regres. Będzie on bowiem zrozumiały tylko dla nielicznej grupy wykwalifikowanych informatyków. O tym jakie będą tego konsekwencję nie muszę się rozpisywać, wystarczy choćby pomyśleć o kontrolujących państwo instytucjach pozarządowych, których budżety są ograniczone. Nawet organizacjom tak dużym jak Transparency International może być nie stać na bardzo kosztowny audyt systemu wyborczego. A audyt taki będzie możliwy tylko jeżeli państwo udostępni kod źródłowy. Z jednej strony wydaje się konieczne dla zachowania standardów demokracji, z drugiej rodzi zagrożenia ze strony osób, które wyłapią ewentualne dziury w kodzie i wykorzystają je w celu osiągnięcia korzyści. Obywatel czy też komitety wyborcze pozbawione zostaną jakiejkolwiek możliwości weryfikacji głosowania (w tej chwili istnieje choćby instytucja męża zaufania, wystawianego przez komitet wyborczy, może on m.in. obserwować pracę komisji wyborczej już po zamknięciu lokalu, a więc w trakcie liczenia głosów oraz zgłaszać swoje uwagi do protokołu).

I o ile nie wątpię, że w Estonii (państwie społeczeństwa obywatelskiego), w której większość czynności już od dawna można załatwić przez internet, system będzie odpowiednio zabezpieczony (co nie znaczy całkowicie), o tyle jestem przeciwnikiem takiego głosowania w Polsce. Widzowie „Teraz My!” mogli niedawno obserwować jak łatwo jest włamać się na serwery Kancelarii Sejmu (i odczytywać poselskie e-maile) czy złamać zabezpieczenia Komendy Głównej Policji. W Polsce informatyzacja leży na łopatkach i szybko się nie podniesie, wystarczy spojrzeć jak informatyzowano ZUS.

Zwolennicy internetowych wyborów twierdzą, że zwiększy to frekwencję. Doświadczenia estońskie z wyborów samorządowych pokazują, że frekwencja w wyborach częściowo zinformatyzowanych była tylko o niecałe 2% większa niż w poprzednich całkowicie konwencjonalnych. Inny argument, iż takie wybory będą tańsze, też jest nieprawdziwy. Bowiem nie tylko trzeba będzie opłacić komisje wyborcze, ale też najpierw stworzyć system, a później nim administrować, co w tym przypadku jest dużo bardziej kosztowne niż może się wydawać.

Znacznie wzrasta natomiast ryzyko fałszerstw wyborczych, głównie tych o których już wspomniałem (kupowanie głosów, naciski na pracowników urzędów ze strony pracodawców). Dlatego ja podzielam wątpliwości zgłoszone przez Stowarzyszenie Internet Society Poland (poniżej link do raportu ISOC w pdf) i jestem przeciwny wyborom przez internet. Najpierw w Polsce należało by wreszcie wprowadzić podpis elektroniczny, umożliwić załatwienie prostych urzędowych czynności przez internet (kiedy potrzebny był mi paszport musiałem zwalniać się z pracy i biec do urzędu), itp., itd.. Daleko nam jeszcze do Estonii pod względem informatyzacji, dlatego o wyborach przez internet możemy na razie pomarzyć, ale nawet nie próbujmy ich wprowadzać.

Linki:
Raport ISOC

 

Powiązane:

Dodaj komentarz

Komentarze podlegają moderacji - zastrzegam sobie prawo do publikacji wyłącznie wybranych treści - przemyśl więc to co chcesz napisać.