Wi-fi bronią pirata?
10 Maja 2007

thumb_kula W połowie 2006 roku w Kalifornii pewna kobieta została uniewinniona z zarzutu nielegalnego rozpowszechniania plików chronionych prawami autorskimi. Kilka miesięcy temu szwedzki sąd uniewinnił mężczyznę oskarżonego o piractwo, choć prokuratura dysponowała szczegółową listą plików, które pobierano z jego adresu IP. W obu wypadkach podstawą do uniewinnienia była niezabezpieczona sieć wi-fi, sąd uznał, że pliki mógł ściągać każdy. Później podobnych spraw było na pęczki. Czy sieć bezprzewodowa może być linią obrony?

W lipcu 2006 roku, jedna z amerykańskich organizacji zarządzających prawami autorskimi producentów audio-video zażądała od Tammie Marson, kalifornijskiej nauczycielki i trenerki drużyny cheerleaderek, 3 500 dolarów odszkodowania, po tym jak na dysku twardym jej komputera znaleziono nielegalne pliki mp3. Adwokaci nauczycielki wykorzystali jednak argument, że dom ich klientki odwiedzały jej uczennice, a ponadto istniała tam niezabezpieczona sieć bezprzewodowa. Twierdzili, że pliki mógł ściągnąć każdy – sąd się z nimi zgodził.

Od tamtej pory ta linia obrony znana jest jako „cheerleader defence”. W Europie spopularyzowało ją nagłośnienie sprawy młodego szweda, który w ten sposób wybronił się od zarzutu piractwa. Tysiące jeżeli nie miliony sieci bezprzewodowych „otworzyło” się na świat, WEPy, WPA czy inne zabezpieczenia zniknęły. Czy jest to słuszna droga?

Pierwszą rzeczą jaka się nasuwa się na myśl jest pytanie, czy sąd uzna taką linię obrony? Aby była ona skuteczna bądź co bądź spełnionych musi zostać kilka przesłanek. Po pierwsze „cheerleader defence” praktycznie zostaje wykluczone, kiedy na dysku znajdują się nielicencjonowane aplikacje. Już samo posiadanie programu komputerowego na który nie mamy licencji jest przestępstwem. Natomiast jeżeli na na dysku twardym znajduje się muzyka i filmy skopiowane z naruszeniem prawa nie wyłącza to jeszcze możliwości obrony metodą „na wifi”.

Samo posiadanie takich plików nie pociąga za sobą kary kryminalnej, choć może być podstawą dla powództwa cywilnego wniesionego przez twórcę. Karalne jest dopiero udostępnianie, tutaj najczęściej dowodami są logi z serwerów lub adresy IP wyłapane przez specjalnie spreparowanego klienta p2p (patrz: Użytkownicy p2p na celowniku...). Udowodnienie, że akurat te pliki które znaleziono na dysku były udostępniane może być bardzo trudne, a wręcz nie możliwe. Warto nadmienić, że nawet jeżeli pliki znajdowały się w udostępnionym katalogu, ale program p2p był wyłączony w momencie zatrzymania i nikt plików nie pobierał, to ma miejsce najwyżej „przygotowanie do rozpowszechniania”, a to nie jest karalne. Rolą prokuratora jest udowodnienie, że to dana osoba przy użyciu danego komputera dopuściła się przestępstwa. A przy nie zabezpieczonej sieci bezprzewodowej, kiedy każdy z zewnątrz mógł się do niej połączyć, zadanie to jest bardzo utrudnione.

Użytkownik nie ma przecież obowiązku ograniczania dostępu do swojej sieci wi-fi, tak jak nie ma obowiązku zamykania drzwi do mieszkania. Jednak w obu wypadkach brak jakiegokolwiek „zamknięcia” może się obrócić przeciwko użytkownikowi. Nie wiadomo kiedy konsekwencje będą większe. Nie zamykając mieszkania możemy stracić cały dobytek, nie zabezpieczając wi-fi możemy stracić cenne dane lub zostać oskarżonym np. o... pedofilię.

Wyłączając zabezpieczenia tak naprawdę nie wiemy kto i w jaki sposób korzysta z naszego internetu. Może być to sąsiad który przez przypadek połączył się nie z tą siecią, albo też przestępca, który świadomie „wpina” się do czyjejś sieci aby zminimalizować ryzyko wpadki. Co więcej jeżeli sieć jest nie zabezpieczona hasłem, a dostęp do niej jest publiczny, osoba która się z nią łączy w myśl polskiego prawa jest praktycznie bezkarna. Dopiero przełamanie zabezpieczeń elektronicznych jest przesłanką czynu zabronionego.



O ile udowodnienie, że to nie my włamaliśmy się na konto bankowe czy wyczyściliśmy czyjś serwer pocztowy, a zrobił to ktoś kto korzystał z naszej sieci, może być stosunkowo proste. O tyle jeżeli ktoś z naszego IP będzie ściągał pornografię twardą, możemy mieć poważne kłopoty. Tym bardziej, że to samo orzecznictwo, które stworzyło „cheerleader defence” w sprawach o piractwo, wyklucza je w sprawach dotyczących pedofilii.

Pod koniec kwietnia 2007 roku amerykański sąd skazał Javiera Pereza m.in. za wysyłanie zdjęć kwalifikowanych jako dziecięca pornografia przy pomocy komunikatora Yahoo!. Dowodem był nr IP. Perez starał się wykazać, iż to nie on wysyłał wiadomości, m.in. udowadniając, że z jego siecią wifi może połączyć się każdy w promieniu kilkudziesięciu metrów od jego domu. Sąd odrzucił argument jako niewystarczający i uznał Pereza winnym.



Warto także nadmienić, iż poprzez niechronioną sieć można nie tylko łączyć się z internetem, ale także z samym komputerem, a także kopiować i modyfikować różne pliki, znajdujące się na jego dysku. Dlatego też brak choćby prostego hasła znacznie zwiększa ryzyko zainfekowania komputera wirusem czy wykorzystania go jako „zombie” - czyli maszyny, na której zainstalowano złośliwe oprogramowanie służące do atakowania innych komputerów w internecie. Są to chyba wystarczające argumenty aby podważyć skuteczność takiej obrony.
 

Powiązane:

Komentarze  

 
0 # Piotr 2007-12-29 00:11
"Już samo posiadanie programu komputerowego na który nie mamy licencji jest przestępstwem."
A z którego artykułu? No i co to jest "nielegalna empetrójka"? Jak rozumiem to taka, w której ktoś czyta np. Mein Kampf, tak?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Tomasz M. Klecor 2007-12-30 15:47
Aby posiadać program komputerowy bez licencji trzeba jakoś wejść w jego posiadanie, chociażby przez jego przyjęcie (art. 293 § 1 KK).

A "nielegalna empetrójka" to faktycznie zwrot nietrafny, a może raczej mało precyzyjny, wynikający z tłumaczenia ang. "illegal mp3 files". Można się domyślać, iż chodzi zapewne o pliki użytkowane wbrew zapisom licencyjnym i niezgodnie z przepisami prawa autorskiego.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Piotr 2008-01-02 01:11
Czyn zabroniony jest okreĹ?lony w art. 278 § 2: uzyskanie bez zgody osoby uprawnionej w celu osięgnięcia korzyści majątkowej. Po pierwsze, aby legalnie posiadać program nie trzeba wcale "mieć licencji" (tj. zawierać umowy o korzystanie z utworu na określonym polu eksploatacji), wystarczy zgoda osoby uprawnionej na uzyskanie tegoż programu. Po drugie, jeżeli nawet tej zgody nie ma, to aby mówić o przestępstwie musi być jeszcze speĹ?niony warunek osięgnięcia korzyści majątkowej.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Tomasz M. Klecor 2008-01-03 22:13
Moim zdaniem nie ma przeciwwskazań aby zgodę, nawet ustną, uznać za udzielenie licencji. Należy tutaj pamiętać, iż przedmiotowa "licencja" nie jest tworem języka prawnego, a jedynie prawniczego.

Co do korzyści majątkowej, odsyłam tutaj:
pingwinarium.pl/.../...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # andrzej 2008-04-01 22:31
[Samo posiadanie takich plików (muzyka i filmy) nie pocięga za sobÄ? kary kryminalnej, choć może być podstawą dla powództwa cywilnego wniesionego przez twórcą.] - Na jakiej podstawie? W Polsce, jeśli nie udostępniamy ich dalej, to chroni nas art 23 ustawy o prawie autorskim.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Tomasz M. Klecor 2008-04-02 12:22
PrAut Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzię w słuszne interesy twórcy.

Twórca powoĹ?ujęc się m.in. na art. 35 może jak najbardziej wnieść powództwo cywilne.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze podlegają moderacji - zastrzegam sobie prawo do publikacji wyłącznie wybranych treści - przemyśl więc to co chcesz napisać.