Użytkownicy p2p na celowniku...
02 Maja 2007

thumb_donkey Programy typu peer-to-peer są dziś najpopularniejszym narzędziem wymiany plików w internecie, zwłaszcza plików chronionych prawami autorskimi. Przy użyciu aplikacji takich jak eMule, DC++ czy BitTorrent bardzo szybko i praktycznie bez ponoszenia wydatków internauta może stać się posiadaczem nielegalnie skopiowanych utworów mp3 czy programów. Nie dziwi więc, że autorzy i organizacje zarządzające prawami autorskimi robią wszystko aby znaleźć osoby łamiące prawo. Do niedawna była to raczej walka z wiatrakami, jednakże ostatnimi czasy szanse autorów znacznie wzrosły.

Dwa tygodnie temu w Koszalinie policja przeprowadziła bardzo skuteczną akcję w akademikach, podczas której zabezpieczono 35 terabajtów nielegalnych danych zgromadzonych na dyskach twardych serwerów i komputerów osobistych użytkowników studenckiej sieci. Taka ilość zmieściłaby się na 54 tysiącach płyt cd. Szacuje się, że proceder wymiany plików chronionych trwał od co najmniej trzech lat. Akcja była zainspirowana przez ZPAV – organizację zarządzającą prawami autorskimi producentów audio video. Po całej akcji oberwało się policji, m.in. za to, że naruszyła ona autonomie uczelni wyższej (akademiki należały do Politechniki Koszalińskiej) oraz za to, iż działano na pokaz.

Akcja w akademikach była tylko jedną z wielu, które przeprowadzono na wniosek ZPAV. W ostatnim czasie Związek złożył blisko 300 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i ściganie sprawców. Ma to takie znaczenie, iż naruszenia praw autorskich w wypadku utworów audiowizualnych, są ścigane tylko na wniosek pokrzywdzonego. Inaczej sprawa wygląda z programami komputerowymi – ich nielegalne kopiowanie ścigane jest z urzędu (de facto programy korzystają z podwójnej ochrony prawnej – przepisy ją regulujące znajdują się zarówno w Ustawie o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych jak i w Kodeksie Karnym).

Warto także zauważyć, że ZPAV nie tylko zajmuje się ściganiem, od pewnego czasu prowadzi także akcję edukacyjne w szkołach, a z ich strony można pobrać poradnik dla rodziców, z którego dowiedzą się oni jak zabezpieczyć komputer przed korzystaniem z p2p oraz program do tego służący.

Wracając jednak do tematu. Po za ZAPV za użytkowników p2p zabierają się także sami producenci oprogramowania. Jedna z niemieckich firm tworzących gry komputerowe wykorzystała podstęp aby znaleźć użytkowników naruszających licencję. Firma Zuxxez zmodyfikowała jednego z klientów sieci eDonkey tak aby monitorował on ruch i wyłapywał ip użytkowników udostępniających aplikacje przez nią stworzone. Po zdobyciu IP Zuxxez występuje do odpowiednich organów (zazwyczaj po prostu do dostawcy internetu) z prośbą o udostępnienie danych osoby, która korzystała z przechwyconego numeru IP. Następnym krokiem jest list do złapanego de facto na gorącym uczynku, w którym znajduje się żądanie zapłaty odszkodowania, w przeciwnym razie firma grozi wystąpieniem na drogę sądową.

Do tej pory skierowano ponad 500 pozwów, na razie tylko przeciwko obywatelom Wielkiej Brytanii. Przyczyna zapewne jest prosta – tamtejszym sądom wystarczają dane zdobyte przez „File Sharing Monitor” - jak nazywa swoją aplikację Zuxxez. W dodatku w Wielkiej Brytanii bardzo łatwo osoby pokrzywdzone mogą dochodzić swoich racji, a dostawcy internetu są otwarci na współpracę.

Jeszcze inny sposób walki z piratami w sieciach p2p znaleziono w USA. Tam zamiast szukać sprawców postanowiono po prostu... zabronić korzystania z peer-2-peer. Władze Uniwersytetu Ohio wydały taki zakaz wszystkim studentom i pracownikom naukowym, jego nie przestrzeganie  będzie się wiązać z dotkliwymi konsekwencjami, aż po wydalenie z uczelni. Głosy w tej sprawie są różne.

Z jednej strony mamy do czynienia z pewnym ograniczaniem wolności w sieci, z drugiej zaś zakaz dotyczy tylko użytkowników sieci uniwersyteckiej, a więc swoistej własności prywatnej i jej właściciel (tj. uniwersytet) może w dowolny sposób kształtować zasady jej użytkowania, a studenci, którym się to nie podoba mogą zmienić dostawce. Tym bardziej, że internet przestał być towarem reglamentowanym. Oczywiście zakaz wprowadzony na Uniwersytecie w Ohio w jakimś stopniu ogranicza także badania naukowe. Część pracowników prowadziła bowiem doświadczenia związane z funkcjonowaniem p2p – poradzono im jednak, aby skontaktowali się z działem IT w celu umożliwienia im dalszych prac.

Zakaz był bezpośrednio związany z licznymi interwencjami agencji ścigających piractwo u władz uniwersytetu, którego studenci nagminnie łamali prawa autorskie. Należy też mieć na uwadze fakt, że dostawcą internetu jest uczelnia zapewne przesądziło o istnieniu takiego zakazu. Chyba żaden dostawca większy komercyjny nie zaryzykowałby takiej praktyki, gdyż straciłby większość klientów. Oczywiście nie oznacza to, że p2p nie jest blokowane w innych sieciach. Także w Polsce wiele małych sieci osiedlowych ogranicza dostęp do tej usługi. Choć tutaj przyczyną nie jest troska własność intelektualną, ale o jakość świadczonych usług. Administratorzy sieci lokalnych po prostu zdają sobie sprawę z tego jak bardzo p2p obciąża ich łącza, oraz jak wiele zagrożeń dla stabilności całego systemu niesie ze sobą ta usługa.

Ze swojej strony chciałbym jeszcze dodać, iż moim zdaniem ataki na policję, które nastąpiły po akcji w Koszalinie, są nieuzasadnione, bowiem czy autonomia uczelni może gwarantować bezkarność osobom, które ewidentnie naruszają prawo? Tym bardziej, że nie był to jednorazowy występek, a dobrze zorganizowana działalność funkcjonująca od kilku lat w ramach której wymieniano setki tysięcy plików. Natomiast co do „pokazówy” - moim zdaniem jest to największy atut takich działań i najskuteczniejsze narzędzie w walce z piractwem. Świadomość odpowiedzialności karnej przemawia o wiele bardziej niż inne argumenty.

 

Powiązane:

Komentarze  

 
0 # Damian 2008-02-08 20:01
Ale system torenty z bittorrent to nie p2p
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # Tomasz M. Klecor 2008-02-08 23:29
Nie bÄ?dÄ? się spieraĹ? bo prawdÄ? powiedziawszy o funkcjonowaniu sieci BitTorrent nie mam pojęcia, korzystałem może z dwa razy przy okazji ścięgania polskiej dystrybucji Ubuntu.

W każdym razie Wikipedia podaje taką definicjÄ?:
"BitTorrent is a peer-to-peer file sharing (P2P) communications protocol."

Zasada funkcjonowania np. emule i bittorrent'a jest dla mnie bardzo zbliżona, jeżeli nie podobna, ale jeszcze raz podkreĹ?lam - nie mam szerszej wiedzy na temat technicznych aspektów funkcjonowania obu aplikacji.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 
 
0 # RafaĹ? 2008-02-21 14:29
BitTorent to jak najbardziej P2P.
P2P to poĹ?ączenie dwóch komputerów w celu wymiany danych. BitTorrent dzieli pliki na pakiety i następuje wymiana pakietów. Dlatego jest taki szybki, a dodatkową zaletÄ? jest to, że jak osoba A ma 50% pliku, a B drugie 50%, to nie potrzebna jest już osoba, która wrzuciśa plik do sieci (ma 100%). Po prostu A i B wymieniÄ? się pakietami. W programie eMule i sieci eDonkey tego nie ma.
Przy korzystaniu z serwisów typu Rapidshare nie mówimy o P2P, bo tam dane są pobierane z serwera i sami nic nie udostępniamy. Plik udostępnia osoba, która wrzuciśa go na serwer. Od kiedy w Niemczech zabroniono korzystania z P2P (komplenty nonsens, dlatego że P2P to nie tylko nielegalne pliki), to ludzie korzystają z rozwięzaś opartych o architekturÄ? klient-serwer (np. Rapidshare). WadÄ? takiego rozwięzania, jest to że wszyscy są zdani na serwer i pliki które się na nim znajdujÄ?.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze podlegają moderacji - zastrzegam sobie prawo do publikacji wyłącznie wybranych treści - przemyśl więc to co chcesz napisać.