Fundacja Twórcy Możliwości opublikowała teksty dwóch licencji o dźwięcznie brzmiących nazwach TAKEME i MAKEME. I teraz czas zastanowić się co to za fundacja i co to za licencje? Polacy nie gęsi swoje Creative Commons mają? Chyba jednak nie wyszło.
Nie poświęciłem zbyt wiele czasu na poszukiwanie informacji o Fundacji, więc zacytuję ich serwis internetowy:
Fundacja Twórcy Możliwości powstała w 2009 roku w celu promowania działalności kulturalnej oraz szerzenia wśród środowisk twórczych wiedzy z zakresu praw autorskich.
Poza działalnością wydawniczą (magazyn TAKEME) prowadzimy również szkolenia z zakresu zarządzania prawami autorskimi, prowadzone przez specjalistów w tej dziedzinie.(...) Celami statutowymi Fundacji są m.in. : 1. promocja młodych twórców, 2. integracja środowisk twórczych, 3. propagowanie innowacyjnych rozwiązań łączących przedsięwzięcia artystyczne z biznesowymi, 4. tworzenie przestrzeni wymiany poglądów, opinii, idei, 5. prezentacja i rozpowszechnianie nowych nurtów, 6. nauka, edukacja oświata i wychowanie, w tym poprzez podnoszenie świadomości i poziomu wiedzy społeczeństwa, w tym w szczególności środowisk twórczych w zakresie prawa, w tym szczególności praw własności intelektualnej, 7. wspomaganie rozwoju wspólnot i społeczności twórczych, 8. ochrona dziedzictwa kulturowego, sztuki i tradycji, 9. wspomaganie technicznie, szkoleniowo, informacyjnie oraz finansowo organizacji pozarządowych. Fundacja "wymyśliła" sobie "uwolnienie", o którym piszą:
Idea „uwolnienia” pochodzi z dziedziny pozornie odległej od sztuki - z informatyki. Inspiracją był ruch OpenSource, zaszczepiający wirusa wolności w otwartym oprogramowaniu. „Uwolnienie” możliwe jest dzięki licencji, której twórca udziela Ci , kiedy pobierasz jego dzieło, lub której Ty udzielasz innym, publikując swoje dzieło w Czasopiśmie TAKEME. Przechodząc jednak do samej licencji, która jest niejako narzędziem "uwolnienia". Generalnie tekst licencji, która chyba miała być alternatywą dla Creative Commons jest delikatnie mówiąc bublem. Dość chaotyczny, niepotrzebnie wydumany i pełen patosu który bardziej nadaje się do jakiegoś manifestu niż tekstu licencji. Autorzy TAKEME / MAKEME stworzyli sobie na potrzeby licencji "Pola Wolności", czyli:
Pola Wolności – następujące pola eksploatacji w rozumieniu Ustawy: a) w zakresie utrwalania i zwielokrotniania - wytwarzanie egzemplarzy wszelkimi znanymi technikami, w tym techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową; b) w zakresie obrotu egzemplarzami, na których utrwalono - wprowadzanie do obrotu, uSyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy; c) w zakresie rozpowszechniania w sposób inny niS określony w pkt b) - publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie, a takSe publiczne udostępnianie w taki sposób, aby kaSdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym; Jak widać "Pola Wolności" to tylko zbiorowa nazwa dla predefiniowanego katalogu pól eksploatacji. Przede wszystkim jednak zapisy licencyjne które powinny być konkretne są nie jasne i same sobie zaprzeczają.
Widać, że autorom licencji brakowało nie tylko pomysłu na samą licencję, czy podstawowej wiedzy dotyczącej formułowania umów, ale także nie poświecili kilkunastu minut aby sprawdzić czy to co stworzyli jest logiczną całością. Nie jest. Od początku - w definicjach brakuje informacji o tym kim jest ostateczny dysponent licencji, tj. licencjobiorca. Komu licencja ma być udzielona? Teoretycznie Fundacji, która opisana jest tylko z nazwy i nr KRS. Ale z drugiej strony licencja udzielana ma być także każdemu, kto zapragnie z niego skorzystać - odsyłam do definicji "uwolnienia". Zresztą z samej licencji wynika, że udzielona ona jest "Tobie" i dotyczy "Ciebie".
Później pojawia nam się pojęcie "uwolnionego formatu", które okazuje się zupełnie niepotrzebne bo zaraz za nim stoi definicja "Pól Wolności" które bez wątpienia pozwalają na oddzielenie utworu od nośnika na którym go pierwotnie uzyskano. Następnie podane jest oznaczenie licencji TAKEME, w jej treści jest to "LMM" ale ze strony fundacji wynika jednak, że powinno to być "LTM".
Do utworu wykorzystywanego na licencji TAKEME trzeba dołączyć "Notatkę informacyjną" (jeżeli była ona rozpowszechniona razem z utworem) i tu mamy kolejny absurd - według licencji musi to być plik tekstowy, ale sam utwór może być np. wydrukiem. Czyli do wydruku (np. plakatu) musimy załączyć... plik tekstowy. Dalej już jest tylko lepiej:
Licencjodawca oświadcza, Se udostępnienie Dzieła na stronie internetowej Fundacji, wraz z dołączonym tekstem Licencji, Identyfikacją oraz, ewentualnie, Notką Informacyjną (uwolnienie Dzieła) stanowi nieodwołalną ofertę zawarcia umowy odpowiadającej treści Licencji. Umowa ta zawierana jest w momencie pobrania Dzieła ze strony internetowej Fundacji. Z powyższego zapisu nie wynika kiedy i komu udostępniana jest licencja, wynika natomiast że jednokrotne udostępnienie czegoś na zasadach TAKEME narzuca twórcy koniczność "wiecznego" udostępniania utworu na tej licencji. Bowiem chęć zawarcia umowy jest wg. twórców TAKEME "nieodwołalna". Podkreślam nieodwołalna jest już sama chęć zawarcia umowy - tak przynajmniej chce Fundacja Twórcy Możliwości.
Proszę uważnie przeczytać poniższe:
w przypadku Dzieł graficznych, w szczególności fotografii, ilustracji, grafiki uSytkowej - umieszczenie Identyfikacji w widocznym miejscu w obrębie Dzieła, czyli w szczególności bezpośrednio pod Dziełem lub obok Dzieła, Dowiedzieliśmy się właśnie, że elementem dzieła jest w szczególności to co obok niego, albo bezpośrednio pod nim.
Moje wątpliwości budzi też ten punkt:
5.3. JeSeli rozporządzasz w jakikolwiek sposób prawami do Dzieła, musisz przekazać osobie/osobom Dzieło w jakości nie gorszej niS jakość, w jakiej je pierwotnie otrzymałeś. Ma to słuSyć temu, Seby jakość pliku, który przekazywany jest kolejnym osobom, nie ulegała pogorszeniu. Tym samym, Dzieło będzie mogło zachować swoje pierwotne cechy funkcjonalne i uSytkowe. Czyli nawet jeżeli zechcę wykorzystać jakieś dzieło na licencji TAKEME i udostępnić je na swojej stronie internetowej to nie mogę np. zmniejszyć jego wymiarów czy rozdzielczości. Bo przy rozporządzaniu prawami (udostępnianie) pogorszę jego jakość.
Nie będę dalej pastwił się nad licencjami TAKEME/MAKEME, daruję sobie nawet zagłębianie się w bzdurne zapisy MAKEME. Spieszę jednak wyjaśnić dlaczego tyle miejsca poświęciłem krytyce dwóch licencji, które uważam za skrajny badziew.
Nie chodzi tu o jakąś moją wewnętrzną potrzebę poznęcania się nad kimś, ale o konieczność zwrócenia uwagi na pewien problem. Być może twórcy TAKEME/MAKEME chcieli zrobić coś szczytnego, przyświecała im jakaś idea, ale na razie opublikowali tekst licencji, który jest badziewiem i z ich działania może wyjść więcej szkody niż pożytku. Póki co najlepiej trzymać się od TAKEME/MAKEME jak najdalej i korzystać z Creative Commons.
P.S. Brak polskich znaków w cytatach wynika z bardzo dziwnego kodowania plików pdf z licencjami. |