STOART, domniemania i licencje Creative Commons
19 Marca 2008

stoartJakieś pół roku temu głośno było o tym, iż ZAiKS chce pobierać opłaty za rozpowszechnianie muzyki dostępnej na licencji Creative Commons. Na szczęście ZAiKS się z pomysłu wycofał, twierdząc, że to pomyłka przy pracy. Teraz inna organizacja zbiorowego zarządzania wpadła na ten genialny pomysł - Związek Stowarzyszeń Artystów Wykonawców STOART uważa, iż za muzykę na licencji Creative Commons należy odprowadzać tantiemy. No cóż, zawsze znajdzie się ktoś komu uda się wcisnąć kit i kto zapłaci - a jak nie będzie chciał zapłacić to się postraszy sądem. Pozwolę sobie jednak stwierdzić, iż jeżeli dobrze rozumieć Creative Commons to OZZty nie są upoważnione do zarządzania muzyką na tej licencji.

Sprawa pierwszej świeżości nie jest - różne serwisy piszą o niej już od tygodnia. Ale, że dziś Dziennik Internautów opublikował nowe informacje na ten temat. Mnie najbardziej „urzekła” rozmowa z Trójmiejskim przedstawicielem organizacji, krótki stenogram:
Dziennik Internautów: Czyli to pic na wodę jest to Creative Commons?
STOART: No dokładnie, dokładnie tak...
(...)
STOART: To tak się oferuje tylko, że są wolne, bo ustawowo cała muzyka jest pod ochroną

Albo Pan z STOART celowo wprowadzał pytającego w błąd, albo ma dość duże braki w znajomości prawa i powinien się doszkolić, bo bredzi. Zawsze zastanawiało mnie dlaczego przedstawiciele organizacji zbiorowego zarządzania, Policji i prokuratury w sprawach prawa autorskiego dość często opowiadają zwyczajne bzdury? Co prawda Vagla przytoczył wypowiedź pani z Policji, która zauważyła, że prawo autorskie pewne kwestie reguluje dość wyraźnie. Ja dalej jestem jednak przekonany, iż generalnie organy ścigania raczej do kompetentnych w zakresie prawa autorskiego nie należą.

Po pierwsze twierdzenie, że „ustawowo cała muzyka jest pod ochroną” jest co najmniej dużym skrótem myślowym. Prawo autorskie nie chroni przecież muzyki jako takiej, a coś czemu można przypisać przymiot działalności twórczej. Bardziej prawidłowo byłoby stwierdzić, iż prawo chroni utwór muzyczny.
Prawo Autorskie, art.1 ust. 1
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).


Znam ludzi, dla których muzyką jest szum fal, dla jeszcze innych będzie dźwięk silnika wydobywający się z podziurawionej rury wydechowej ciężko jednak takiej „muzyce” przypisać przymiot utworu.

Jest też jeszcze dozwolony użytek, który w pewnych sytuacjach nie chroni utworów, podobnie z utworami do których prawa (majątkowe) wygasły. Mogę więc sobie do woli mamrotać IX symfonię pod nosem i nikt mi nic nie może zrobić, choćbym robił to w zatłoczonej kolejce SKM. Ok, mogą mi wystawić mandat za zakłócanie porządku, gdyż urodziłem się pozbawiony talentu muzycznego, nad czym ubolewam.

Oczywiście STOART skupia artystów wykonawców i zapewne temu Panu chodziło także o to, że pod ochroną są artystyczne wykonania.
Prawo Autorskie, art. 85
Każde artystyczne wykonanie utworu lub dzieła sztuki ludowej pozostaje pod ochroną niezależnie od jego wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.

Zwracam tutaj uwagę na przymiotnik „artystyczne”, nie każe wykonanie będzie więc chronione w myśl prawa autorskiego, wykonanie musi być artystyczne. Co to oznacza? Ustawa nie wspomina, ale w doktrynie artystyczne wykonanie definiuje się w ten sposób: „nosi piętno osobowości artysty, posiada niepowtarzalny i jednorazowy charakter, będący odbiciem stanu psychiki istniejącego w momencie wykonywania utworu” (por. T. Trafas, Relacje pomiędzy artystami wykonawcami a organizacją radiowo-telewizyjną na tle regulacji prawnych w PRL, Zeszyty Naukowe UJ - Prace z Wynalazczości i Ochrony Własności Intelektualnej 1981/25, s. 82.).

Jeżeli zgodzić się z tą definicją, to znaczna część wykonań utworów muzycznych ochronie nie będzie podlegać. Np. jeżeli ktoś w trakcie nauki gry na pianinie wykona jakiś utwór Chopina „zgodnie z zaleceniami autora” to ciężko mówić o artystycznym wykonaniu. Oczywiście moje mamrotanie może w pewnym stopniu stanowić „artystyczne wykonanie”, gdyż dość często „nosi piętno osobowości artysty, posiada niepowtarzalny i jednorazowy charakter, będący odbiciem stanu psychiki istniejącego w momencie wykonywania utworu”. Co wtedy? Czy jeżeli nagram je i udostępnię na licencji CC to STOART będzie mógł w moim imieniu pobierać tantiemy, jeżeli nie jestem jego członkiem?

Jeżeli dobrze rozumiem CC to moim zdaniem, stanowczo nie! Dlaczego? Po pierwsze STOART (tak jak i inne OZZty) twierdzi, że może reprezentować twórców niezrzeszonych na mocy art. 105 ust. 1 pr.aut.
Prawo Autorskie, Art. 105. ust. 1.
Domniemywa się, że organizacja zbiorowego zarządzania jest uprawniona do zarządzania i ochrony w odniesieniu do pól eksploatacji objętych zbiorowym zarządzaniem oraz że ma legitymację procesową w tym zakresie. Na domniemanie to nie można się powołać, gdy do tego samego utworu lub artystycznego wykonania rości sobie tytuł więcej niż jedna organizacja zbiorowego zarządzania.

Co z tego przepisu wynika? Jedno małe, dające prawo do zarządzania i ochrony utworu. W mojej ocenie jest nad interpretowane przez OZZty, które jawnie twierdzą, iż mogą reprezentować niemal każdego artystę niezrzeszonego, niemal zawsze.

Po pierwsze domniemanie to nie ma zastosowania gdy do tego samego utworu rości sobie prawa więcej niż jedna organizacja zbiorowego zarządzania. Oczywiście, w wypadku twórcy niezrzeszonego, zgodnie z art. 107 pr.aut. wtedy Komisja Prawa Autorskiego wyznacza jedną organizację właściwą i ta dalej może się powoływać na domniemanie.

Właśnie - domniemanie. To tylko domniemanie, które jak każde inne można w obalić, przedstawiając dowody, że domniemanie jest błędne. Jeżeli taki twórca zabroni OZZtowi zarządzać jego prawami. Wtedy taki OZZ, który dalej będzie chciał reprezentować Twórcę w mojej ocenie złamie prawo. Ale moim zdaniem zakaz kierowany bezpośrednio wobec określonej organizacji zbiorowego zarządzania nie jest konieczne. Wystarczającym dowodem na obalenie tego domniemania i pozbawienie OZZta prawa do reprezentowania twórcy będzie wykazanie, iż stosunki między twórcą, a licencjobiorcą reguluje odrębna umowa - czyt. organizacja zbiorowego zarządzania jest zbędna i nieuprawniona w danej sprawie.

Domniemanie, jak już wspomniałem, zostaje obalone i nie można się na nie powoływać (a przynajmniej jest to powołanie nieskuteczne), kiedy ktoś udowodni, iż jest błędne. Jest też zasada  manifesta non eget probatione - oczywiste nie wymaga dowodu.

Licencja CC w mojej ocenie, jest oczywista, powszechnie znana, a nawet tak wytłumaczona, iż ostatni idiota zrozumie o co mniej więcej w niej chodzi. W każdym razie oczywiste jest, iż autor publikując utwór na licencji określonej licencji CC uprawnia do korzystania z utworu w określonym przez typ licencji zakresie. Ponadto w obszarze tego uprawnienia zrzeka się wszelkiego wynagrodzenia. Zresztą, pierwsza z brzegu CC (CC-BY):
CC-BY, IV. e. Wynagrodzenie w ramach umów generalnych.
W przypadku gdy Utwór jest utworem muzycznym Licencjodawca zrzeka się prawa do pobierania, indywidualnie, czy też za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania, wynagrodzeń z tytułu publicznego wykonania lub publicznego wykonania cyfrowego (na przykład webcast) Utworu


Kto jak kto, ale STOART powołując się na tą licencję powinien ją znać. Zresztą przedstawiciel tej organizacji tak przekonująco potwierdzał, iż CC to „pic na wodę”. Teraz jednak STOART o zasadach licencji CC wie na pewno, bo nie jeden internauta ich już uświadomił via e-mail.
Jeżeli więc OZZ zechce pobierać opłatę, to jak podzielam tutaj zdanie Olgierda Rudaka - będzie to zwykły „pirat”. Taki sam jak ci, którzy sprzedają nielegalnie skopiowane płyty na stadionie X-lecia.

Licencja CC, jeżeli dobrze rozumiem jej istotę, ma jeszcze jedną cechę - jest skuteczna erga omnes. Licencjobiorcą nie jest tutaj osoba określona indywidualnie, a... każdy. Czyli Twórca w stosunkach z osobą korzystającą z utworu sam uregulował swoje stosunki, nie potrzebuje więc reprezentacji organizacji zbiorowego zarządzania. Tym samym domniemanie zostaje obalone.

Jak już wspomniałem, o takich rzeczach organizacje zbiorowego zarządzania powinny wiedzieć, ale przecież długo nie trzeba szukać, aby znaleźć kogoś, się kogo uda się świadomie wprowadzić w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i kto wpłaci te kilkaset złotych na konto OZZta.

No właśnie, Dziennik Internautów pyta STOART o dwie rzeczy:
- Czy gdyby doszło do pobrania opłat za utwory licencjonowane na zasadach Creative Commons, ich wykonawcy i autorzy mogliby liczyć na odszkodowanie (nie na odebranie tantiem) za utrudnianie dystrybucji na wybranych przez siebie zasadach i de facto tworzenie złej marki wokół ich twórczości (poprzez skojarzenie "oszukują, bo twierdzą że dają za darmo, a potem trzeba płacić")?
- Czy istnieje procedura zwrotu pobranych opłat w przypadku, gdy petent wniesie je w wyniku pomyłki bądź wprowadzenia w błąd, np. gdy chodzi o opłaty za utwory Creative Commons?

Pytania adresowane nie do mnie, ale pozwolę sobie odpowiedzieć, ale tylko bardzo ogólnie. Jeżeli chodzi o odszkodowanie, to asortyment roszczeń przysługujący twórcy jest dość ogromny - od roszczeń związanych z naruszeniem praw autorskich, po te wynikające z czynów nieuczciwej konkurencji. Chętnie zobaczył bym proces jakiegoś twórcy przeciwko STOARTowi, za opłaty pobrane od utworów na licencji CC. Co do zwrotu to tutaj IMHO wystarczy, iż osoba która wpłaciła nienależne tantiemy wystąpi ze zwyczajnym pismem o zwrot, ponieważ działała pod wpływem podstępu, a STOART wzbogacił się bezpodstawnie. Oczywiście jeżeli nie poskutkuje - sąd :)


P.S. Niektóre nazwy są bezcenne - Stowarzyszenie Polskich Artystów Muzyków czyli SPAM :)
 

Powiązane:

Komentarze  

 
0 # Wilk 2008-03-20 19:56
Dla scislosci, z dzialem trójmieskim rozmawial czytelnik DI (ten sam, od ktorego wpisu na forum Jamendo sprawa się zaczela).
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
 

Dodaj komentarz

Komentarze podlegają moderacji - zastrzegam sobie prawo do publikacji wyłącznie wybranych treści - przemyśl więc to co chcesz napisać.