| Ściśle koszerny internet... |
| 11 Lipca 2007 |
|
Głównym celem projektu partii Szas (12 członków w studwudziesto osobowym Knessecie, taki izraelski LPR), jak już wspomniałem jest ograniczenie nieletnim dostępu do treści pornograficznych. Wspomniany już Amnon Cohen twierdzi, że aż 60% młodzieży w wieku 9-18 lat miało dostęp do opublikowanych w internecie „nie moralnych” treści, a 44% rodziców nie ma świadomości faktu, iż ich dzieci są narażone na przeglądanie takich materiałów w czasie korzystania z internetu. Dlatego wg. niego konieczne jest filtrowanie dostępu. Jak ma to wyglądać? Po ewentualnym wejściu ustawy w życie dostawcy internetu (w tym także operatorzy gsm) będą musieli zablokować dostęp do stron zawierających treści pornograficzne wszystkim swoim użytkownikom, którzy nie wyrażą chęci przeglądana takich materiałów. Dodatkowo, każdy kto będzie chciał wejść na stronę z „czarnej listy” będzie musiał najpierw zalogować się do specjalnego systemu filtrowania treści i potwierdzić swoją tożsamość. Jak? Szas chciał aby była to autoryzacja biometryczna (odcisk palca, bądź skan siatkówki oka), jednak zapis ten zniknął z projektu. W obecnej wersji autoryzacja polegać będzie na podaniu nr dowodu osobistego, karty kredytowej oraz innych szczegółowych danych. Z oczywistych względów projekt jest kontrowersyjny i ma wielu przeciwników. Wielu członków Knessetu uważa, że spowoduje on rażące naruszenie prywatności. Przecież już na pierwszy rzut oka widać, iż wymusi on stworzenie specjalnych rejestrów osób korzystających z stron pornograficznych. Co więcej proponowany proces każdorazowej identyfikacji pozwoli określić kto i kiedy przeglądał jakie strony. Tym bardziej, że zgodnie z proponowanym projektem mechanizm filtracji podlegałby ministerstwu komunikacji które to decydowałoby jakie treści blokować. Co ja sądzę o tym pomyśle? Na pewno wiąże się on z dużym ograniczeniem prywatności i nie jest to najlepsze rozwiązanie. Moim zdaniem, o wiele skuteczniejsza byłaby kampania społeczna skierowana do rodziców i dostarczenie im narzędzi, które pozwoliłyby we własnym zakresie filtrować niechciane treści. Choć i to nie zapewni 100% skuteczności, bowiem internet oferuje tak wiele możliwości dostępu do „ciężkich treści”, iż wszystkich zablokować nie sposób. Nie ulega jednak wątpliwości, iż państwo nie powinno ingerować w takim stopniu jak to proponuje Szas, zwłaszcza powierzając pieczę nad filtracją ministrowi komunikacji. I nie chodzi mi tutaj, o to iż może to prowadzić do filtrowania treści nie tylko pornograficznych, ale też niewygodnych politycznie. Takie twierdzenia niektórychzagranicznych (w tym polskich) komentatorów są po prostu bzdurą. W Izraelu takie coś by nie przeszło – choćby ze względu na fakt, iż rząd składa się z przedstawicieli przeróżnych opcji politycznych (od religijnych po lewicowe). Przede wszystkim, każdy obywatel jeżeli nie łamie prawa, nie narusza dobra innej osoby, może w internecie robić to co mu się podoba. Bo przecież państwo nie jest od tego aby kontrolować swoich obywateli, ale o to aby bronić ich interesów. |
Powiązane: |
|---|

