|
27 Sierpnia 2007 |
Według organizacji Reperterzy Bez Granic blisko dwudziestu operatorów serwisów „blogowych” podpisało w ostatnim czasie „umowę samodyscyplinującą” z chińskim rządem. Jednym z głównych założeń umowy jest usuwanie z blogów treści uznanych za nielegalne oraz ew. udostępnianie chińskim władzą danych osobowych właścicieli niepoprawnego bloga. Wśród sygnatariuszy umowy mają znajdować się Yahoo! i Microsoft. Czyżby kolejny cios w wolność internetu i wypowiedzi?
Microsoft zaraz po opublikowaniu na stronie Reporters Without Borders informacji o tym, iż należący do niego serwis MSN.cn wydał oświadczenie, iż nie zamierza wymuszać na rejestrujących blogi podawania prawdziwych danych kontaktowych. Czyżby rozdwojenie jaźni? Według Reporterów artykuły 11 i 12 umowy samodyscyplinującej wymagają od dostawcy przechowywania informacji o użytkownikach takich jak nie tylko imię i nazwisko (prawdziwe) ale też podstawowych danych kontaktowych (adres, telefon). Wymóg rejestracji bloga nie pod pseudonimem, ale przy użyciu prawdziwych danych potwierdza także wypowiedź przedstawiciela Internet Society of China - Huanga Chengqinga: Serwisy blogowe pozwalające na rejestracje bloga pod pseudonimem na pewno są bardziej atrakcyjne dla blogerów, zostaną jednak ukarane przez władze, jeżeli nie wywiążą się z umowy O tym, że Yahoo! współpracuje z chińskimi władzami wiadomo już od dawna. Już w 2005 roku osoby korzystające z „chińskiego” adresu IP po wpisaniu w udostępnionej przez Yahoo! wyszukiwarce zapytań takich jak np: „Dalai Lama”, „democracy”, „china + coruption” czy „human rights” otrzymywały komunikat zwrotny z informacją, iż zapytanie zawiera zakazane zwroty i wyszukiwarka nie wyświetli odpowiedzi. Głośna jest też sprawa opozycyjnego dziennikarza, który z „anonimowego” konta e-mail założonego właśnie w Yahoo! wysyłał do zachodnich gazet swoje artykuły. Chińskie władze wystąpiły do serwisu o przekazanie danych osobowych właściciela konta, co serwis uczynił. Dziennikarz trafił do więzienia, a jego żona wytoczyła amerykańskiej spółce internetowej proces. Obrońcy Yahoo! przed amerykańskim sądem utrzymywali, iż portal nie wiedział co spotka dziennikarza i jakie w zasadzie są szczegóły sprawy. Jednak ich linia obrony załamała się, kiedy na początku tego miesiąca ujawniono list od przedstawiciela chińskich władz do spółki, z którego to jasno wynikało czemu Chińczykom tak zależy na tych danych. Dlaczego zachodnie koncerny tak otwarcie wspierają walkę z demokracją w Chinach? Na pewno nie z wiary w chiński komunizm. Odpowiedź jest w zasadzie prosta, chodzi o pieniądze. Dla takich firm jak Microsoft, Google czy Yahoo rynek chiński to świetne miejsce do robienia interesów i wypracowywania wielomiliardowych zysków. Co więcej dla zachodnich koncernów warunkiem utrzymania się na tym rynku nie jest w pierwszej kolejności jakość świadczonych usług, a dobre kontakty z komunistycznym rządem. Dlatego też wolność słowa idzie w odstawkę.
|
Komentarze
Dla pieniędzy ludzie zrobią wszystko. Co to obchodzi Yahoo!, że kogoś wsadzą do więzienia, może nawet będą torturować, szantażować rodzinę czy coś podobnego. Najważniejsze są kolejne miliardy :/...
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.