| Europa przeciwko Google? |
| 05 Czerwca 2007 |
|
Google Maps Street View to najnowsze dziecko internetowego imperium, ideą serwisu jest przedstawianie panoramicznych (3d?) zdjęć ulic w wielkich miastach. Na razie znajdziemy tam zdjęcia niemal każdej z ulic Nowego Jorku, San Francisco, Las Vegas, Denver i Miami. Wystarczy kliknąć na mapie i otwiera się nam okno z widokiem na ulice, a tam ludzie, samochody, mieszkania. Oczywiście nie obeszło się bez reakcji. Mieszkanka Nowego Jorku, jako pierwsza sprzeciwiła się publikowaniu zdjęć jej mieszkania w internecie. Mary Kalin-Casey rozpoznała swoje okno, przez które było widać wnętrze jej mieszkania (m.in. wartościowe przedmioty) i jej kota. Twierdzi, że jest to ingerencja w jej prywatność. Nie wiadomo mi czy podjęła jakiekolwiek kroki prawne. Zdjęcia umieszczane w Street View wykonywane są z przejeżdżającego samochodu, na którego dachu umieszczona jest specjalna kamera, wyposażona w kilkanaście obiektywów. Wszystko co znajdzie się na trasie przejazdu samochodu Google jest rejestrowane, poddawane cyfrowej obróbce i umieszczane w internecie. Niestety serwis nie cenzuruje umieszczanych materiałów. Tym samym ryzyko, że znajdzie się tam coś co narusza czyjąś prywatność (np. nagie osoby widziane przez okno własnego mieszkania) jest bardzo duże. Dlatego organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka, już teraz zapowiedziały, że jeżeli tylko samochody Google Maps wyjadą na ulice europejskich miast posypie się fala pozwów. Pozwów, które mogą kosztować właściciela najpopularniejszej wyszukiwarki miliony euro. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii Google może mieć poważne problemy. Brytyjskie prawo, jak zresztą prawo większości państw europejskich, wymaga uzyskania zgody osób uwiecznionych na fotografii, w przypadku ich publicznego rozpowszechniania. Co prawda nie dotyczy to zdjęć grupowych. Brytyjczycy jednak stosują jeszcze jedno obwarowanie, które tyczy się także zdjęć grupowych. Jeżeli na zdjęciu znajdują się treści mogące ujawnić „szczególne informacje osobiste”, trzeba uzyskać zgodę osób, które mogą zostać zdjęciem dotknięte. Te szczególne informacje to np. coś co pozwala snuć przypuszczenia co do czyjejś orientacji seksualnej (całująca się para), wyznania (np. osoba opuszczająca kościół) czy nawet stanu zdrowia. Taki trend ochrony prywatności, nie wziął się znikąd. Brytyjczycy wprowadzili do swojego prawa te zapisy po interwencji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W 1995 roku cierpiący na depresję, 42 letni, Geoffrey Peck próbował popełnić samobójstwo. Idąc ulicą popodcinał sobie żyły przy użyciu noża kuchennego. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamerę przemysłową. Pecka udało się uratować, nagranie z kamery pojawiło się jednak w mediach. Po ośmiu latach od zdarzenia, w 2003 roku Trybunał w Strasburgu orzekł, że upublicznienie nagrania naruszyło prywatność Pecka. |
Powiązane: |
|---|


Komentarze
A przecież to całkiem ciekawy serwis.
Wyobrażacie sobie jak fajnie by było gdyby można było obejrzeć całą ziemię nie wychodząc z domu? A i planowanie podróży byłoby łatwiejsze (dokładnie widać, np. jak wygląda wielopoziomowe skrzyżowanie na którym mamy gdzieś tam skręcić)...
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.