Kilka dni temu spółka Google podpisała porozumienie z belgijskim wydawcą Copiepresse, które kończy dość precedensową sprawę. Wcześniej w tej sprawie belgijski sąd nałożył na Google olbrzymie odszkodowania. O co chodziło? Przedmiotem sporu była czynność, którą wyszukiwarka wykonuje codziennie miliony razy – archiwizacja witryny na serwerach. Pojawia się więc pytanie, czy Google może bez ograniczeń kopiować treści witryn internetowych i udostępniać je publicznie? Czy też w ten sposób narusza prawa autorskie milionów internautów, bo przecież treść strony internetowej podlega prawu autorskiemu?
{google3}{/google3}Kiedy Copiepresse skierowała pozew przeciwko internatowemu gigantowi część obserwatorów i prawnicy Googla pukała się w głowę. Uważano, że przecież nic takiego się nie stało. Innego zdania był belgijski sąd, który uznał, iż wydawca poprzez działalność amerykańskiej spółki traci tysiące euro dziennie. Dlaczego? Copiepresse wydaje kilkanaście gazet (głównie dzienników) w Belgii i Niemczech, bieżące wydania dostępne są w internecie dla każdego, natomiast za dostęp do tekstów archiwalnych należało zapłacić. I tutaj pojawia się wątek wyszukiwarki, której roboty kopiowały artykuły na serwery firmy gdy te były jeszcze dostępne dla wszystkich. Później wystarczyło już tylko odnaleźć interesującą publikację przy użyciu wyszukiwarki i kliknąć na znajdujący się pod jej opisem link „kopia strony”, gdzie znajdowała się kompletna treść. Straty jakie ponosiło wydawnictwo są więc oczywiste. Oczywiście Google nie robił tego celowo, wyszukiwarka postępuje tak z większością stron, na które trafia. Jak można przypuszczać znacznie ułatwia to życie internautów. Kiedy szuka się jakiejś ważnej wiadomości a serwer, na którym się znajdowała akurat nie działa kopia strony przychodzi z pomocą. Zresztą praktykę tą stosuje nie tylko Google, ale także większość innych wyszukiwarek. Co więcej w sieci istnieją nawet specjalne serwisy gdzie można zobaczyć kompletną wersję strony kilka lat wstecz. Oto kilka starych stron:
Dzięki kopiom stron można więc dotrzeć do materiałów, których pierwotne źródła nie są już dostępne. Zazwyczaj zniknęły w sposób, nazwijmy to „naturalny”, autor strony po prostu przestał ją dalej rozwijać, serwery przestały istnieć, itd.. Jeżeli autor nie ma nic przeciwko korzystaniu ze skopiowanych treści (oczywiście z zachowaniem jego praw autorskich osobistych) nie ma w tym nic złego. Treści takie można nazwać „abandon-content” (od „abandon-ware” - „porzuconego oprogramowania”, które nie jest już rozwijane przez twórców, nie ograniczają też oni jego udostępniania w internecie), często są one bardzo przydatne, m.in. przy pisaniu prac naukowych. Oczywiście w dobrym tonie, przy korzystaniu z kopii, jest najpierw odnaleźć autora i zapytać go o zgodę. Co jednak, jeżeli autor celowo usunął lub ograniczył dostęp do treści i nie życzy sobie ich dalszego rozpowszechniania? Należy tutaj pamiętać, iż w świetle ustawodawstwa większości państw europejskich kopiowanie treści bez zgody autora jest przestępstwem. Tym samym archiwizowanie strony, na które jej twórca nie wyraził wcześniej zgody jest przestępstwem. Jak więc rozwiązać problem? Po sprawie z Copiepresse twórcy Googla nie tylko udoskonalili mechanizm archiwizacji, ale też usunęli większość kopii stron różnych gazet, a pozostałe kopie są częściej aktualizowane. Przeglądarka nie kopiuje też stron w których nagłówku natknie się na znacznik „noarchive”. Czy jest to rozwiązanie odpowiednie? Moim zdaniem nie, ponieważ w tym przypadku twórca strony sam musi zabronić kopiowania. Prawo natomiast jasno stwierdza potrzebę uzyskania zgody. Narusza się więc jego prawa autorów, a pokrzywdzeni są zwłaszcza ci, którzy nie wiedzą jak zablokować archiwizację, nie posiadają dostatecznej wiedzy technicznej lub publikują w serwisach, których kod źródłowy jest dla nich nie dostępny (np. portale społecznościowe). Absurdem jest bowiem sytuacja kiedy twórca sam musi domagać się respektowania swoich praw. Dlatego też uważam, że powinno się pójść w drugą stronę – archiwizować tylko te strony, których twórcy wyraziliby na to zgodę. Można to zrobić w dwojaki sposób, albo „ręcznie” zgłaszać strony wyszukiwarce, albo dodać odpowiedni znacznik w kodzie. Od strony technicznej nie ma znaczenia czy w kodzie będzie znacznik „archive” czy „noarchive”, natomiast prawo zostanie uszanowane. Dodatkowo, powinna istnieć możliwość usunięcia kopii przez właściciela praw do oryginału. Takie rozwiązanie niesie za sobą korzyści dla wszystkich. Twórcy wyszukiwarek nie łamią niczyich praw i oszczędzają na odszkodowaniach, autorzy stron zyskują pewną gwarancję, że publicznie dostępne będzie tylko to co faktycznie sami upublicznią. Oczywiście, niektórzy uważają, że samo wykonanie kopii strony przez robota wyszukiwarki nie jest niczym nagannym, jednak z treści Ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych jednoznacznie wynika, że nie musi dojść do naruszenia prawa, wystarczy samo stworzenie zagrożenia: Prawo Autorskie, Art. 78. 1. Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub - na żądanie twórcy - zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny. Bezsprzecznie skopiowanie strony bez wiedzy autora i jej upublicznienie stwarza zagrożenie naruszenia praw autorskich. Co więcej sytuacja, kiedy to jakiś serwis kopiuje w celu archiwizacji inną stronę internetową, po czym udostępnia ją publicznie, może wypełniać znamiona czynu określonego w art. 116 Prawa Autorskiego: Prawo Autorskie, Art. 116 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w ust. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. 3. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5. 4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. |
Komentarze
Opcja ręcznego dodania rozwiązałaby problem. Po za tym nawet gdyby jedyną opcją był tag \"archive\" to i tak priorytetem w sprawie jest ochrona własności intelektualnej. W chwili obecnej mamy do czynienia z sytuacją kiedy prawa autorskie twórcy są zagrożone.
Ad.2. IP, które jest widoczne na stronie to numer publiczny i rozpowszechniany publicznie. Jednocześnie jego pełne wyświetlenie, nie wiąże się bezpośrednio z ujawnieniem czyichś danych osobowych i daje jedynie informacje o dostawcy internetu. Dlatego nie widzę powodu jego ukrywania, tym bardziej, że ogranicza to pole do ew. nadużyć.
Z tym się nie do końca zgodzę, odsyłam tutaj:
pingwinarium.pl/.../...
Malo tego html, definiuje standardy, zbior znacznikow, skladnie itd. a mi wlasnie od dawna brakoje czegos takiego jak przy zdefiniowaniu powiedzmy strony kodowej, zdeklarowania -ochrony autorskiej/ formy prawnej-. Zaczynajac od materialow totalnie wolnych od wszelkich restrykcji, poprzez mozliwosci zastosowania powiedzmy do celow niekomrecyjnych, az po te ktore wymagaja bezwzglednej zgody autora na publikacje i rozpowszechnianie. Ewentulanie cos w podobnym stylu.
-pokrzywdzeni sa ci ktorzy nie wiedza jak zablokowac archiwizacje-!? a wiedza jak opracowac strone, opatrzyc ja tagami naglowka, umiescic na serwerze. jesli ktos juz tyle wie to moglby zadbac o to aby wiedziec jak zatroszczyc sie o swoje prawa autorskie. tak jak nieznajomosc prawa nie zwalnia nikogo z tego ze prawo go nie dotyczy, tak nieumiejetnosc respekowania/ zastrzezenia wlasnych praw autorskich powinna byc traktowana jak brak wszelkich praw. nie od dzisiaj w koncu -milczenie oznacza zgode-.
Poza tym jest jeszcze kwestia -faktycznego autora-, a ile w przypadku -sporego- wydawcy jest to kwestia oczywista o tyle, o ile ktos sobie zrobi amatorska strone zawierajaca okreslone tresci, w pierwszej chwili powinien udowodnic ze to wlasnie on jest autorem owych tresci, jesli nie jest w stanie sie nawet pod tym podpisac wiarygodnie to w czym wogole jest problem, skoro tresci nie maja autora. natomiast jesli juz tego dokona to jednoczesnie zastrzega badz nie wszelkie prawa autorskie.
-absurdem jest...- absurdem jest sytuacja ochrony wszystkiego wszedzie, patentowania mozliwosci przeciagania, klikniecia, pierdniecia itd. obowiazkiem autora jest podpisanie sie pod publkacja, utworem itp. jesli wie w ktorym miejscu nalezy tego dokonac powinien takze wiedziec jak zastrzec swoich praw, stosujac wspomniae \"noarchive\", i wlasnie w tym momencie brakoje mi czegos o czym pisze wyzej, tagu/deklaracji okreslajacego prawa autorskie. a moze wystarczy poprostu konsekwentne stosowanie Creative Commons licenses.
Portale spolecznosciowe, coz taki juz ich urok, przykladowo masz mozliwosc zalozenia darmowego forum ale nie masz mozliwosci skopiowania jego w inne miejsce, z pewnych rzeczy mozesz korzystac godzac sie na panojace w tych realiach warunki /kazdy portal spolecznosciowy ma przeciez swoj regulamin/ a mozesz sie na takie warunki nie godzic i najprosciej poprostu nie korzystac z tego. rzadko kiedy -mamy- cos za darmo i to jest wlasnie to \"qui pro quo\".
pozdr.
I co z tego że user nie wie jak napisac ARCHIVE - to usera problem ? wlasciciela treści ?
Jak nie wie to nawet nie wie pewno ze jego tresci są pobierane.
Na temat podobny mówiłem zresztą w radiu kilka miesięcy temu
forum.szook.tv/about14.html
i uważam że google powinno archiwizowac tylko wtedy gdy dostaje na to zgodę. W każdym innym wypadku robi to bez woli uzytkownika.
Czyli znakowania utwóru i informowania że jest on chroniony - utwór chroniony jest domyslne - i jak ktoś chce go pobrac to w jego interesie jest znalezc autora.
BRak copyright do tego nie uprawnia.
Tak na marginesie. Uważam, że IP z którego dodano komentarz powinno być pokazywane publicznie w postaci 000.00x.xxx.000 lub coś podobnego, a całe IP powinno być dostępne dla osoby zajmującej się danym serwisem.
--
skleiłem dwa komentarze w jeden. Oryginał dodany przez loonatic (IP: 87.2**.**.251),09-05-2007 14:48. TMK
Zalozmy przykladowo istnienie strony z okreslonym artykolem, niestety wogole nie podpisanym, bez autora, maila itd., ale ze artykol ten cieszy sie popolarnoscia, wszyscy go kopioja na zasadzie -kopioj & wlej-, i tak o ile dzisiaj masz takich artykolow 10, jutro masz ich 100 itd., gdzie polowa podpisana przez inna osoba a polowa wcale.
Albo i nikt sie nigdzie nie podpisze, ale ze -jak sam piszesz-, w interesie osoby chcacej skorzystac z okreslonego materialu jest odnalezienie autora, a poniewaz nie ma obowiazku -sensownego- podpisywanie sie!, powstaje bledne kolo w ktorym odnalezienie autora jest praktycznie niemozliwe a kazde nowe powielenie materialu, -z urzedu- jest chronionym materialem.
Wybacz ale nie chcialbym zyc w swiecie gdzie mialbys mozliwosc proponowania rozwiazan autorskich.
Dzisiaj kazda wydana ksiazka ma swoj isbn, filmy mozna sklasyfikowac po imdb itd. niestety wlasnie w sieci odnosnie stron www panoje pelna dowolnosc, co jest jej pewnym plosem, ale tez i minosem jesli chodzi o prawa autorskie. bo jesli sam tworca nie podpisoje sie /ustalajc w ten sposob autorsto i swoje prawa/ i nie przyznaje sie tym samym do autorstwa to gdzie szukac autora?
Odnosnie wspomnianego linku do audycji, domniemam ze chodzi o wypowiedzi miedzy 23-36 min. owszem jest to temat podobny ale niestety troche inny. tutaj kwestia jest archiwizacja okreslonej strony i wystarczajacy badz nie sposob zapobiegania temu. w audycji natomiast rozmowa dotyczyla, faktu pobierania/uzywania okreslonego transferu przez roboty indexujace, z ktorego to autor rzekomo nie ma korzysci. ale tak jak w prawie nieznajomosc nikogo nie zwalnia z niego, tak i tutaj nieznajomosc istnijacych mechanizmow i zaleznosci nikogo nie zwalnia z tego ze nie beda one jego dotyczyly.
Kwestia tego czy autor ma korzysci z wykorzystywanego transferu przez roboty indexujace czy jej nie ma a jesli to jakie, to w sumie tez bylby inny temat. w koncu jesli strona ma jakis cel w sobie, chce przekazac komos jakies informacje, chce bys widziana przez inne osoby i przez nie dostrzegana to, domniemanie musi byc indexowana i z urzedu godzic sie na pobieranie w tym celu okreslonego trensferu. i innej mozliwosci nie ma.
-I co z tego że user nie wie- jesli nie wie, co zrobic aby strona byla nie byla indexowana, aby nie byla archiwizowana, nie wie ze tresci sa pobierane? to ja sie zapytam co wielce szanowny webmaster tak wlasciwie wie? niech sie wybierze do lasu na grzyby a nie zajmoje sprawami o ktorych zielonego pojecia nie ma, ani jakichkolwiek kompetencji.
Wiele elementow sieci, standardow, dyrektyw /chociazby jak na tych stronach publikowanie-niepublikowanie adresu ip/ powstaje w stosob plynny, zaczynaja istniec dopiero w momencie kiedy ktos zaczyna zwracac na to uwage w pozytywny lub negatywny sposob, wowczas jest to albo rozbudowywane albo opatrzane restrykcjami.
nikt chyba nie powie ze tworzenie kopi stron przez google nie ma pozytywnych aspektow, ale jak widac nie zawsze wszyscy sa z tego zadowoleni, powstaje wiec pewien problem. wprowadzamy wiec \"no-archive\" i dla mnie nie ma problemu, koniec tematu.
Od dawna istnieje przeciez juz cos takiego jak \"no-cache\", co prawda tylko dla przegladarek, jest tez
meta robots \"noindex,nofollow\", dla samej mozliwosci lub ich braku indexowania i zastosowanie analogicznego \"no-archive\" w zupelnosci rozwiazuje sprawe.
Owszem, tez uwazam ze google nie powinno indexowac stron ktore zawieraja -noindex-, oraz nie archiwizowac tych ktore zawieralyby -noarchive-. jednakze takie, nie inne wyrazenie zgody lub jej brak, jest zupelnie wystarczajace, a doszukiwanie sie -stworzenie zagrozenia cudzym dzialaniem- jest nadinterpretacja. jakiekolwiek inne pomysly doprowadzaja niestety do absurdalnych wypatrzen.
Najsensowniejszym rozwiazaniem byloby poprosu zaimplementowanie swoistej wariancji Creative Commons licenses, w kolejnej implementacji x-d-css-html\'a.
Jeżeli autora nie można odnaleźć to się po prostu dzieła nie kopiuje, itd. Jak już podajemy skrajne przykłady to jeżeli widzisz na ulicy samochód, jakiś naprawdę niezły, chciałbyś się przejechać czy go kupić, ale nie widzisz właściciela, ale to cabrio i kluczyki są w środku. Co więc robisz? Dokonujesz na nim zaboru?
Nie! Bo prawo własności jest takim samym prawem jak prawa autorskie, bezwzględnym, skutecznym wobec wszystkich. Nie ważne czy masz tekst czy samochód, on do kogoś należy i nie można go sobie przywłaszczyć.
\"W mordę\" też nie możesz dać komu chcesz, bo akurat niemowa i nie można się zapytać o zgodę.
Tysiące, ba miliony Polaków kopiują i używają bez licencji (a więc nielegalnie) programy komputerowe, czyli wg. Twojej logiki należało by tak dostosować prawo, aby piractwo (a więc kradzież z Art. 278. KK) już nie było przestępstwem.
Takie komentarze jak Twoje świadczą tylko o niskiej świadomości istnienia oraz roli praw autorskich i braku jakichkolwiek aksjologicznych pobudek do ich przestrzegania. Dlatego IMHO potrzebne są nie zapisy CC w standardach, a raczej społeczna akcja uświadamiająca.
Jeżeli ktoś chce pozostać anonimowy (i nie archiwizowany) to nie musi tego krzyczeć na około. Co zresztą potwierdza współczesne orzecznictwo, m.in. przytoczone wyżej (domniemam, że jest dostosowane do realiów internetu)
Prawo autorskie chroniace publikacje na stronach www i nie tylko, nie powinno sie skupiac calkowicie i wylacznie na ochronie utworu ale na ochronie prawa autora do autorstwa utworu. sam powiedz jaki jest cel ochrony utworu nie majacego autora? komu ma na tym zalezec? jak sam piszez -archiwizowanie strony, na które jej twórca nie wyraził wcześniej zgody jest przestępstwem- jednakze co zrobic w wypadku braku -tworcy-? lub problemow wynikajacych np z wielokrotnoscia wystepowania tego samego nie podpisanego materialu.
Owszem tak nie jest jeszcze, ale w moim odczuciu prawo autorskie w sieci powinno miec cechy prawa patentowego, jesli cos opraowales i chcesz chronic swoje prawa autorskie do tego opracowania to sie poprostu wyraznie podpisz okreslajac przy okazji mozliwosc korzystania z danego opracowania, lub tez taki brak, chociazby na zasadach CC.
Autor anonimowy? a to gdzie moge kupic ksiazke bez isbn\\\'u albo obejrzec film ktorego nie ma imdb, itd.? nie twierdze ze utwor musi byc podpisany nazwiskiem, ale przynajmniej na tyle aby mozna bylo w razie potrzeby do tego autora przynajmniej posrednio sensownie dotrzec. widziales gdzies ksiazke, czasopismo, publikacje naukowa ktore sa nie podpisane? jesli autor chce byc anonimowy to ostatecznie pisze pod pseudonimem. czyzby juz w gimnazjach juz nie wspominano o prusie?
Prawo autorskie to ulotek propagujacych faszyzm? prawnie w kraju nad wisla zakazany, temat ciekawy ale to tez troche inny temat i nie specjalnie na ten temat, a jesli juz to wprowadzajacy pewne komplikacje ktore w zupelnosci wystarczaja do rozpatrywania tego indywidualnie. nie tutaj.
-Jeżeli autora nie można odnaleźć to się po prostu dzieła nie kopiuje- i twoim zdaniem jest to rozwiazaniem? i w czyim to jest interesie? owszem wowczas kopiojac, teoretycznie doszloby do zlamania prawa autorskiego. ale praktycznie kto w tym kraju sie tym przejmoje, i nie tylko nad wisla. gdyby faktycznie surowo to respektowac to wyszloby na to ze caly -internet- trzeba zamknac bo jest -nielegalny-.
tak wiec moim zdaniem chyba lepiej byloby gdyby moznaby bylo chociazby posrednio skontaktowac sie z autorem, a najlepiej gdyby publikacja tak jak ma okreslona strone kodowa miala okreslone prawa autorskie i mozliwosc uzytkowania. ale to moje zdanie, a twoje mamy wyzej.
Raz, to moj przyklad wcale nie jest skrajny przeciez. w 5min znajde tobie materialy na roznych stronach, dziesitkach albo i wiecej ktore nie maja okreslonego autora i ktorych okreslenie autora jest conajmniej trudne jesli nie niemozliwe.
Dwa, podstawowym problemem osob myslacych tobie podobnie jest czeste zestawianie w jednym szeregu kradziezy i kopiowania. tym samym traktowanie naruszenia praw intelektualnych jak kraziezy bulki. wybacz dygresje, ale jesli masz byc prawnikiem i tak oczywistych spraw nie rozrozniasz to kiepsko ksztalca prawnikow w tym kraju.
Prawo autorskie to jedno, prawo wlasnosci to drugie i nie ma sensu tego mieszac. a poza tym kazde auto na drodze ma przeciez tablice rejestracyjna, nie ma czegos takiego jak anonimowy samochod. trzebabylo ukrasc bulke zamiast samochodu. tak czy inaczej wogole nie na temat.
-czyli wg. Twojej logiki należało by tak dostosować prawo, aby piractwo juz nie bylo przestepstwem- podobnie jak wczesniej, na podstawie ktorego fragmentu wyciagasz takie wnioski? zacytoj fragment to tobie rozpisze jak nalezy go interpretowac, ale nie staraj sie tworzyc za mnie -mojej logiki-.
Prawo ochrony programow komputerowych, jak wspomniales nagminie lamane przez miliony polakow, niestety jak w przypadku ochrony autorskiej osoby propagujacej faszyzm, jest tematem bliskim ale na tyle innym, ze mozna sie o nim rozpisywac odzielnie. wiec nie tutaj.
Jednakze dobijasz mnie totalnie nazywajac piractwo slowem kradziez powolojac sie przy tym na art. 278 kk. prosze, nie powoloj sie na prawa, ustawy, ktorych nie znasz lub ktorych zinterpretowac nie jestes w stanie!!!
§ 5, wspomanieniego przez ciebie artykulu okresla przeciez wyraznie ze § 1, 3 i 4 \\\'stosuje sie odpowiednio do kradziezy\\\'. a wiesz dlaczego nie 2gi? bo niestety \\\'uzyskania cudzych programow komputerowych bez zgody osoby uprawnionej\\\' /art. 278 § 2/ nie okresla sie kradzierza !!!
-Takie komentarze jak Twoje świadczą tylko o niskiej świadomości- naprawde chcialbym aby chociaz polowa osob miala taka jak moja swiadomosc prawa autorskiego i wlasnosci intelektualnej. dotychczas staralem sie oceniac fakty ktore przedstawiles, gdybym mial tak jak ty sprobowac ocenic o czym swiadcza twoje komentarze, to niestety wychodzisz jako totalny laik, i szkoda tylko ze studiujesz prawo.
staralem sie poprostu rozpatrzyc kwestie od strony praktycznie uzytkowej opierajac ja o juz istniejace realia, bez gdybania, w styly co bybylo gdyby. ty natomiast patrzysz na to wylacznie teoretycznie powolojac sie na -artykoly- ktorych nawet nie rozumiesz, w dodatku nazywajac piractwo kradzieza. zenujace.
Specyfikacja stron www, dotychczas w swojej historii doczekala sie juz kilku standardow, poczatkowo bylo to tylko oreslenie zbioru uzywanych znacznikow, powiedzmy przez rozszerzenie o mozliwosci stosowania styli, az do odseparowanie tresci od formy przy xml\\\'u i probie okreslenia dokumentow strukturalnych. jak wiec widac jest to proces plynny i dopasowojacy sie do wystepojacych i okreslonych realiow. Dlatego tez IMHO po sytuacjach takich jak wspomniana, czyli okreslenie prawa do archiwizowania dokumentu, w kolejnych implementacjach doczekamy sie przy okreslaniu strony kodowej, okreslenia formy prawnej dokumentu i mozliwosci jego wykorzystania dla celow wlasnych, oraz prawach autorskich.
Na dobra sprawe to moglbym sie nawet o to zalozyc, niestety nie wiem na przestrzeni ilu lat moze sie to dokonac. natomiast -spoleczna akcja uswiadamiajaca- swoja droga. a wspominane, przykladowe przedstawienie roznych form prawnych na przykladzie CC jest tutaj jak najbardziej na miejscu. jesli nie tak to niby jak?
-Jeżeli ktoś chce pozostać anonimowy (i nie archiwizowany) to nie musi tego krzyczeć na około- a kiedy definiujesz w swoim dokumencie strone kodowa znakow to jest to dla ciebie krzyczenie na okolo??? dodanie meta-tagu \\\'noarchive\\\' jest dokladnie tym samym, wydawalo by sie banalnym dla webmastera dzialaniem. jednakze dla niektorych jest to krzyczeniem na okolo. w tej sytuacji chyba nic na to nie poradze.
Podobno studiujesz prawo, podobno interesujesz sie kwestia wlasnosci intelektualnych, ale mylisz przy tym tak pierwotne pojecia. kleska!!!. wybacz ale po tym twoim komentarzu nawet nie chce mi sie wiecej odwiedzac twojej strony, myslalem ze mam doczynienia z wyzszym poziomem merytorycznym. jesli chcesz cos dodac maila masz podanego.
--
ciekawa kwestia jest tez
uzytkownik (www) 11-05-2007, o godz. 01:36
Mam takie pytanie - czy moja kopia w cachu przeglądarki jest legalna? W końcu autor nie wyraził zgody na kopiowanie (nawet chyba nie wyraził zgody na oglądanie - on tylko umieścił plik na dysku, do którego jest dostęp). Idąc tym tropem cały internet jest nielegalny
§ 5, wspomanieniego przez ciebie artykulu okresla przeciez wyraznie ze § 1, 3 i 4 \\\'stosuje sie odpowiednio do kradziezy\\\'. a wiesz dlaczego nie 2gi? bo niestety \\\'uzyskania cudzych programow komputerowych bez zgody osoby uprawnionej\\\' /art. 278 § 2/ nie okresla sie kradzierza !!!"
Mamy tutaj do czynienia z klasycznym przykładem typu lubię się pomądrzyć, ale czytać mi się nie chce. Oczywiście Art. 278. §2 nie określa kradzieży energii ani karty płatniczej, gdyż wprost mówi o kradzieży programu komputerowego. Thymy stosuje metody podobne do pewnego ministra sprawiedliwości, wybiera te fragmenty przepisów, które mu najbardziej pasują. Drogi Thymy przepis, jako NAJMNIEJSZA jednostka redakcyjna, jest to CAŁE zdanie OD kropki DO kropki, a §5. wygląda tak:
§ 5. Przepisy § 1, 3 i 4 stosuje się odpowiednio do kradzieży energii lub karty uprawniającej do podjęcia pieniędzy z automatu bankowego.
I krócej się tego nie używa.
Natomiast oto cały Art. 278.:
Art. 278. § 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
§ 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 4. Jeżeli kradzież popełniono na szkodę osoby najbliższej, ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
§ 5. Przepisy § 1, 3 i 4 stosuje się odpowiednio do kradzieży energii lub karty uprawniającej do podjęcia pieniędzy z automatu bankowego.
I cały ten artykuĹ? dotyczy kradzieży, jeżeli jeszcze tego nie wywnioskowałeś zajrzyj do uzasadnienia tej ustawy bądź jakiejkolwiek wersji z komentarzem, ba nawet nie musi być z komentarzem, wystarczy zwykłe wydanie BECKa za 9.99zł, gdzie wszystko jest ładnie opisane. W Art. 278. § 1-3 mamy klasyczny przykład definicji opisowej, dlaczego natomiast w § 4-5 zastosowano definicję nazwową? Nie wiem, nie mi oceniać wolę ustawodawcy. Natomiast, jeżeli ktoś nadal sądzi, iż uzyskiwanie programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej nie jest kradzieżą, to wytłumaczy mu to prokurator.
Co do reszty Twojego tekstu, pozostawię to bez komentarza, sądzę, że dalsza dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu. Wydaje mi się, że wszystko co trzeba było wyjasniłem
Natomiast w odpowiedzi na pytanie, które tu wkleiłeś z serwisu wykop.pl, śpieszę wyjaśnić, iż kopia lokalna wykonana bądź przez przeglądarkę, bądź przez samego internautę, która nie jest publikowana jest jak najbardziej legalna. Jest to tak zwany dozwolony użytek osobisty (m.in. Art. 23. Prawa Autorskiego), po za tym, aby wypełnić znamiona przestępstwa w wypadku tekstu konieczne jest jego rozpowszechnianie.
Moze i faktycznie masz racje odnosnie tego ze kradziez odnosi sie do calosci wspominanego artykolu, i jesli jestes studentem prawa to moze jestes w stanie sprobowac udzielic mi odpowiedzi. bo widzisz zastanawia mnie dlaczego w takim razie okreslone jest
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Bez uzycia slowa kradziez, dlaczego nie pisze sie kto kradnie program komputerowy tylko kto uzyskuje? owszem uzyskac program komputerowy, jako przedmio staran, z tym sie zgodze, ale nie mozna programu komputerowego ukrasc, a jesli tak to jak?
Gdyby tak odlozyc paragrafy i rozpatrywac ze slownikiem w reku kradziez, to wychodzi ze zabieranie, jest to pozbawianie kogos czegos, i byloby to logiczne w przypadku rzeczy ruchomych, takich jak powiedzmy auto, ale jak mozna komus zabrac program komputerowy? co najwyzej mozna go powiedzmy skopiowac na uzytek wlasny, albo usunac, czy tez zmienic nazwe, ale zabrac programu nie mozna. a jesli tak to jak, jak dokonac zaboru cudzego programu komputerowego?
Szczegolnymi cechami programu komputerowego, lub tez pliku komputerowego jest fakt ze nie ma swojej wersji orginalnej, kazda kolejna kopia jest totalnie identycznym zbiorem zer i jedynek, a kazde powielenie to stworzenie jakby kolejnego orginalu.
na dobra sprawe proste usuniecie programu, wcale tez nie pozbawia programu wlasciciela programu, jak powszechnie wiadomo jest to tylko odciecie widocznosci pliku, proste do naprawienia.
Latwo jest program skopiowac, ciezko jest kogos programu pozbawic, no chyba zeby mu zabrac komputer, ale wtedy jest to fizyczny zabor mienia a nie jak to zostaje okreslane -kradziez programu- dlatego wydaje mi sie ciezko jest wyobrazic sobie kradziez programu
komputerowego, jestli wogole jest cos takiego mozliwe.
Swoja droga to chcialbym umiec tak krasc, aby przedmiot kradziezy zostawal u osoby okradanej. jesli kradziez to zabranie komus czegos, a -kradnac program- nie pozbawiamy nikogo niczego przeciez, to wydaje mi sie to conajmniej nielogiczne. jak mozliwe jest zabranie komus czegos niczego nie zabierajac?
Czyn uzyskiwania programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej, owszem moze podlegac pod okreslony artykol prawa, jednakze nazywanie tego czynu kradzierza, jest conajmniej nielogiczne i troche pozbawione sensu. nawet sam prokurator tez tutaj niczego nie wytlumaczy tylko poprostu zakwalifikuje okreslony czyn pod okreslony artykol.
Ile bym szukal nigdzie nie udaje mi sie znalezc takie zestawienia jakie uzyles, nikt nie okresla piractwa komputerowego kradzieza, przynajmniej nigdzie nie znalazlem tagiego. a nawet jesli by sie znalazlo to trzebaby sie dlugo zastanawiac nad sensownoscia takiego stwierdzenia. w przypadku powszechnego piractwa komputerowego, nie mowi sie o kradziezy tylko np -używaniu nielicencjowanego oprogramowania lub -kopiowanie, reprodukowanie, używanie i wytwarzanie bez zezwolenia produktu chronionego przez prawo autorskie.
Natomiast odnosnie pytania z wykopu, nie wydaje mi sie aby odnosilo sie ono do kwesti lamania praw autorskich, tylko jest to spostrzezenia odnosnie twojej propozycji tzn -archiwizowania tylko tych stron ktorych autor wyrazil na to zgode-, na dobra sprawe osoba umieszczajaca strone w sieci nie wyraza tez nigdzie wyraznie zgody nawet na samo ogladanie strony. tak wiec jesli rozpatrywac to w ten sposob to wypadaloby uzyskac zgode od autora strony na jej obejrzenie przed jej zobaczeniem, oczywiscie autora ktory chce byc anonimowy i ktory sie nie podpisoje. wydaje mi sie to niestety raczej niewykonalne. niestety chcac umiescic strone w sieci trzeba liczyc sie z pewnymi tego konsekwencjami, jak indexowanie przez wyszukiwarki czy tez archiwizowanie. i nie widze powodu aby robic wokol tego tyle zamieszania.
odsyłam tutaj: pingwinarium.pl/.../...
@thmy - Czepiasz się, że nie ma w § 2 słowa kradzież, ale w § 1 też tego słowa nie ma - czy to znaczy, że \\\"przywłaszczenie cudzej rzeczy\\\" nie jest kradzieżą?
W jednym z akapitów sięgnąłeś po logikę więc przeanalizujmy logicznie:
§ 1 i 2 opisują czyn i karę za jego popełnienie. § 3 mówi, że za mniejszą wagę czynu jest mniejsza kara. W § 4 po raz pierwszy pojawia się KRADZIEŻ i na moją logikę jest to nazwa czynności opisanych wcześniej w § 1 i 2. § 5 mówi już tylko o szczególnym rodzaju kradzieży - nie wiem tylko dlaczego wymieniono akurat te - karta bankomatowa jest rzeczą ruchomą wymienioną wcześniej, a energia nie jest jedyną \\\"rzeczą niematerialną\\\" którą można ukraść...
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.