Brand placement totalny?
06 Maja 2007

thumb_thesimsTechnika product placement, czyli umieszczanie reklamowanych produktów w filmach, książkach czy nawet grach komputerowych nie jest niczym nowym. Do tej pory liderem tej formy marketingu był James Bond, który w każdym filmie reklamował co najmniej kilka(naście) produktów od zegarków po BMW. Stracił jednak pozycję na rzecz pewnej gry komputerowej. Chodzi o bardzo popularne The Sims – na polski rynek wchodzi niebawem dodatek do drugiej części gry. Dodatek nosi nazwę... Moda z H&M. Temat ma nie wiele wspólnego z prawem nowych technologii, ale jest to swoista ciekawostka. Szwedzka sieć sklepów odzieżowych ostatnio dość mocno się promuje. Po bardzo udanej (i kontrowersyjnej) kampanii z aktorką Emanuelle Beart, przyszła kampania z Madonną. I choć gwiazda o wiele bardziej znana, to kampanii czegoś brakowało. Teraz jednak H&M uderza kolejny raz – po przez gry komputerowe. Już sama nazwa zdradza, że mamy do czynienia z brand placementem. Czy będzie on jednak skuteczny?

Jakiś czas temu czytałem, iż gracze nie zwracają uwagi na reklamy w ich aplikacjach. Badania te dotyczyły jednak pojedynczych elementów (np. automat z coca-colą w popularnej strzelance). Teraz mamy do czynienia z czymś do tej pory nie spotykanym – jedną wielką reklamą. W tym dodatku wszystko ma być z H&M i z nim się wiązać. W dodatku grupa docelowa firmy to ta sama grupa, która korzysta z The Sims – młode kobiety. Grupa bardzo liczna i bardzo otwarta na nowości.



Gra też dobrana świetnie, w końcu to „symulator rzeczywistego życia”, dzięki któremu możemy w wirtualnej rzeczywistości realizować marzenia. Może to przynieść świetny efekt, o ile nastolatka nie kupi sobie domu takiego jaki ma kontrolowana przez nią bohaterka, o tyle bluzkę czy spodnie z H&M może już nabyć.

Swoją drogą zastanawia mnie czyj to marketing. Obie firmy, czyli Electronic Arts (wydawca The Sims) i H&M bardzo na tym korzystają. EA wypuszcza nowy dodatek pod nazwą znanej marki (notabene bardzo dobrej) i odświeża trochę swoją serię, a H&M, trochę niczym koń trojański, wchodzi pod dachy domów tysięcy nastolatek, które tylko czekają na nowy dodatek do ich ulubionej gry. Korzyści płyną dla obu stron. Tylko kto tu komu płaci? Odpowiedź chyba nasuwa się sama – zapłacą rodzice – najpierw za grę, późnej za ciuchy.
 

Powiązane:

Dodaj komentarz

Komentarze podlegają moderacji - zastrzegam sobie prawo do publikacji wyłącznie wybranych treści - przemyśl więc to co chcesz napisać.